Obrazki z podróży. Przydrożne gospody.

22:26, środa, 19 Październik 2016

4DSC_7800

Życie zawodowe inżyniera wysyła mnie ostatnio w podróże po Polsce. Poznajemy miasta, omijane przeważnie w drodze dzięki ( a może „przez”)  nowo powstałym obwodnicom. Poznajemy ludzi, z którymi – w innych okolicznościach – nigdy nie dane byłoby nam rozmawiać. Kolejna fascynująca miejscowość, kolejni ciekawi ludzie, zaskakujące miejsca. „Warto byłoby opisać to w reportażach”-powiedział Waldek. No właśnie, dlaczego nie piszemy o nich TU. Czy to złe miejsce na reportaż z Polski. Nie napisałam niczego o pięknym Gubinie, nie napisałam o mojej nowej fascynacji architektonicznej – Chorzowie Batory. Nie napisałam o spotkanych tam niezwykłych osobach.
Zamiast żałować – zaczynam pisać.
Starachowice. Czyli, tam i z powrotem.
Ta parafraza tytułu książki Tolkiena użyta jest przeze mnie nieprzypadkowo. Z czego znani byli hobbici? Z miłości do jedzenia!
Mamy chyba coś z nimi wspólnego, bo znalezienie dobrej zupy jest dla nas priorytetem w czasie takiego wyjazdu!
Wracaliśmy. I byliśmy coraz bardziej głodni. Ja byłam głodna aż tak, że z głodu zasnęłam (nie za kierownicą, szczęśliwie Waldek prowadził samochód).
Głód jednak był silniejszy. Z głodu zaczęły mi rosnąć długie kręcone czarne zęby …
I wtedy napotkaliśmy ją. Karczmę Antolka.

„Już za doby piastowskiej karczmy pospolite były po wsiach i miasteczkach polskich, jako gospody dla podróżnych i miejsca do narad i biesiad miejscowej ludności. W czasach, gdy kościoły były rzadko po kraju rozsiane, ludność, przybywająca w dnie świąteczne z daleka, musiała mieć przy kościele dach gościnny na popas, sami więc proboszcze starali się o to, aby w pobliżu świątyni była obszerna gospoda”.

3DSC_7790

Weszliśmy. Było stosunkowo wcześnie. Tradycja mówi- jedz tam, gdzie dużo ludzi, a tu – nikogo. To znaczy, my i pani nas obsługująca. Miła,kompetentna, uczynna …
Wnętrze rustykalne, ale z umiarem i taktem. Przytulne.

Czego spodziewałam się w menu karczmy?
Pewnie tego, co zawsze. Pływającego w tłuszczu smażonego mięsa… Bigosu?

A dostaliśmy? Francuską zupę cebulową. Prawie taką, jak Waldkowa (bo Waldek zimową porą robi ją absolutnie przepyszną …).
Kurczak faszerowany kapustą i pieczarkami…. Wątróbka z cebulką i suszoną śliwką … No na prawdę dobrze! Dwie osoby najadły się po uszy za 57 zł.

???

I nic w tłuszczu nie pływało :) Wraca wiara w gospody!

A co mojego stroju … W takich okolicznościach lubię oversize. W męską dzinsową koszulę, którą ukrywam pod swetrzyskiem zmieściłby się nie tylko obiad, ale także nasza Ania :), albo nawet obie nasze Anie :):)
Do kompletu buty Zibru/Altercore. „To Twoje moje ulubione buty” – mówi nasza średnia córka Marta

1DSC_7755 2DSC_7772

 

Przed nami kolejny inspirujący wyjazd.
Który, tak jak i ten, sfotografuje Waldek :)