Post Number 100 !!!










Wariant bez bogato zasznurowanego szalika, jedynie z kilkoma łańcuchami. I prościej i chłodniej …
Po wakacjach, przed jesienią.
Wróciłam obkupiona w nowe ciuchy (ach, jak ja lubię te zagraniczne outlety …) i obładowana nowymi gazetami. To moje ulubione wakacyjne hobby!
W tym roku na mojej trasie znalazł się outlet w Palmanova we Włoszech i wielki Parndorf koło Wiednia. A skoro Wiedeń, to nie obyło się bez wizyty w tamtejszym PRIMARKu (centrum handlowe G3).
Pierwszy na trasie był outlet w Palmanovie.


Oszałamiającą sukienkę („Kup sobie koniecznie, wyglądasz jak syrenka Barbie” – skomentował mój Mąż) i niemniej skomplikowaną spódnicę od Frankie Morello pokażę w odpowiednim czasie, bo oba ciuchy są niezwykle niefotogeniczne bez zawartości (czyli beze mnie w środku :).
Energetyczne spodnie Stefanel …

… Parndorf. Wizyta tam jest prawdziwy wyzwaniem na drodze zakupoholiczki. Wejść i nie wydać swoich rocznych dochodów …

Obok wielu bardzo markowych – butik Michaela Korsa, z którego nie mogłam wyjść z pustymi rękami.
Urocza futrzasta kurteczka (z mojego ulubionego sklepu Jones), dzięki której oczekiwanie na jesień nie jest nieprzyjemne …
I wszystko to pokażę Wam dopiero NA SOBIE JUŻ NIEDŁUGO i obnaszać będę po blogu i w życiu intensywnie i z przyjemnością.




Czy „prawie” robi dużą różnicę? :):)
Gdy tylko zobaczyłam jesienne pokazy Michaela Korsa i jego otulenia szalami od razu przypomniałam sobie o leżącym w szufladzie szalu.
Dobrałam do niego soczyście zieloną sukienkę, wychodząc z założenia, że na czarną czerń jeszcze przyjdzie pora … Zakamuflowana torebka w tym samym zielonym kolorze.




