W co się ubrać do pracy, gdy gwałtownie zaatakowało lato? Nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę takich zmian pogody. Czuję się wtedy zagubiona i zestresowana. Gdzie są moje sandały? Mam w ogóle jakieś? Co ja właściwie nosiłam rok temu? Czy to się jeszcze nadaje do wyjścia do ludzi czy już tylko do położenia w pojemniku na odzież używaną?
Podjęłam jednak wyzwanie i przygotowałam kilka propozycji. Dzięki temu wiem, czego brakuje w mojej szafie 🙂
Zapraszam Was na próbę odpowiedzi na pytanie „w co się ubrać w upalny dzień do biura?”
Ale najpierw opiszę założenia, które przyjęłam.
1. Pracując w biurze unikamy negliżowania się. Bo to nie miejsce na to! Bez względu na obowiązujący nas czy też nie dress code nadmiar golizny jest w tym przypadku niesmaczny.
2. Pomyślałam jednak, że wolno nam odkryć stopy – i dopuściłam sandałki. Jeżeli nam nie wolno – trudno. Dyżurne grzecznie zabudowane czółenka ustawiamy pod biurkiem 🙂
3. W zestawach brak biżuterii. Celowo. To taki upalny minimalizm 🙂
4. Przygotowane zestawy na 5 dni tygodnia nie powtarzają żadnego bliższego ciału elementu. Po upalnym dniu ten „element” będzie musiał znaleźć się niechybnie w praniu … Ale pozwalają zmiksować jeszcze sporo innych zestawów!
5. Zaszalałam z torebkami. Pozbawiając zestawy innych zdobień- niech chociaż ten element nas trochę udekoruje.
Poniedziałek.
Jest bardzo grzecznie.
Bluzka koniecznie z naturalnej tkaniny.
Pastelowa spódnica z rozcięciem (kawałek opalonej nogi jeszcze nikomu nie zaszkodził …).
Buty zakrywają palce, ale za to odkrywają piętę.
Wtorek.
Odkryłam ramiona. Ale tylko trochę.
Za to zakryłam kolana rozkloszowaną spódnicą.
No i zaszalałam z sandałkami.
Tylko torebki nie chciało mi się przepakowywać …
Środa.
No szał-ciał.
Ale tylko na stopach i na torebce.
Reszta bardzo kulturalnie pozakrywana.
Chciałabym taką spódnicę…
Czwartek.
Kuloty. To TE „trudne” spodnie. Nie wiem dlaczego niby trudne. A czymże różnią się od one od sięgającej za kolano spódnicy?
Portfelowa bluzka bez rękawów.
Sandały na słupku. Żeby było wygodnie i żeby jednak wydłużyć nogi do TYCH „trudnych” spodni!
Torebka z listy moich marzeń …

Piątek.
Będzie tych obcasowych szaleństw.
Casulaowy piątek zobowiązuje!
Szerokie najlepiej jedwabne spodnie (nie obściskujmy się ciuchami w upały!)
Luźny top.
I skórzane płaskie buty. Pamiętacie moje z TEGO wpisu? Będą tu idealne!
Z premedytacją nie wykorzystałam ŻADNEJ sukienki. Mam do nich ostatnio ambiwalentny stosunek.
Może poświęcę im osobny wpis…









