Dbam o formę, czyli …

13:54, czwartek, 5 marca 2015

zwierzenia po czterdziestce.

3

Zostałam przywołana do tablicy. Bo przecież obiecywałam. Że napiszę o tym, jak dbam o swoją formę.
Okazja idealna – właśnie wróciliśmy z krótkiego (zbyt krótkiego) wypadu na narty biegowe.
Ale od początku – od razu zaznaczam, że będą to to moje i tylko moje wynurzenia, przemyślenia i spostrzeżenia oraz doświadczenia na ten temat. Laika i amatora. Ale przetestowane na mnie!

Bo to było tak – zbliżała się ta magiczna data urodzin … albo już minęła, nie pamiętam. Czterdzieste urodziny.
W ferworze codziennej walki nie zauważałam pierwszych zmian. Zmęczenie (no jasne, przecież stanowczo za mało sypiam … ), i kochanego ciała zaczęło się robić jakby więcej …  Więc dieta! Jedna, druga, trzecia. Zawsze działały. Do tego razu.
Więc ćwiczenia. Ale nie miałam siły.
I w ogóle byłam tak straaasznie zmęczona!
Zebrałam wtedy w resztki intelektu i zanalizowałam fakty. Późniejsze badania lekarskie potwierdziły diagnozę
dr Googla – niedoczynność tarczycy i na dokładkę choroba Hashimoto.

A miało być o utrzymaniu formy. I wbrew pozorom temu służyła ta wzruszająca (?!?) historia.

1. Czyli po Pierwsze i Najważniejsze. Badania.
Nie dajcie sobie wmówić, że „po czterdziestce MUSISZ utyć, bo przecież organizm spowalnia metabolizm, taki los kobiety, a w ogóle to wszystkiemu winien PESEL”.
Sprawdź się. Pakiet tarczycowy, cukrzyca. Przecież już dobrych kilka lat znęcamy się nad własnym organizmem i oczekiwanie, że nie pozostawi to na nim żadnych śladów jest naiwnością. Moją historię już Wam opowiedziałam. Łatwo nie było. Kilka lat zabrało mi ponowne wyregulowanie organizmu.

2

zupa2. Po drugie – Jedzenie.
Nie dieta, tylko Jedzenie. Dieta kojarzy się mi się z czymś tymczasowym. „Teraz jestem na diecie i TEGO nie mogę zjeść” – czyli w domyśle – „jeszcze tydzień/miesiąc i wtedy wreszcie TO zjem.
Jem chyba z 5 razy dziennie. Tak, jak podają podręczniki. I nie dlatego, te podręczniki tak podają, tylko dlatego że tak lubię. Bo w ogóle uwielbiam jedzenie! Małe pyszne porcje, nowe smaki, inne połączenia! Uwielbiam, gdy przyjeżdżają do nas goście i gotują swoje potrawy. Wegetariańskie na przykład. Ale równocześnie tatar wołowy to jedno z moich ulubionych dań.
Słodyczy praktycznie nie jem. Nauczyłam się, że ich nie potrzebuję. I nie tęsknię za nimi (raczej …).
Polubiłam za to warzywa w różnych postaciach. Zupy, smoothie, soki wyciskane, gulasze warzywne …
Warzywa kupujemy w ilościach absolutnie hurtowych. „10 kg marcheweczki? Ależ proszę!

zielony
3. Po trzecie – Ruch
Powinnam teraz napisać, że biegam codziennie. Na siłownię i z powrotem.
No więc NIE. Tego akurat nie lubię. Chyba jestem niemodna 🙂 Nie lubię wszelkiego rodzaju akcyjności, z gatunku „codziennie robię TO”, „3 razy w tygodniu robię TAMTO”.
O ruchu w moim życiu myślę coraz częściej mając świadomość, że dwa poprzednio opisane punkty nie wystarczą na dłuższą metę do zachowania sylwetki.
Na co dzień nie unikam ruchu, staram się parkować daleko od miejsca docelowego (zwłaszcza gdy pogoda nie jest nazbyt obrzydliwa)  i nie używać windy (szczególnie, gdy znajdę schody …). Odkrywam powoli moje ulubione sporty – zimowe bieganie na nartach wyparło zupełnie narciarstwo zjazdowe.
Biegówki zachwalałam na blogu TU. Mogę z resztą zachwalać je nieustannie przywołując wciąż nowe argumenty (że kalorie się spala? że można bardziej bezkarnie wcinać czekoladę? że przystojni faceci biegają?)
Rower? Nie unikam, choć nie kocham. Rower dla mnie to środek transportu, nie zaś sport wyczynowy. Tam, gdzie mieszkamy jazda na rowerze bardzie przypomina to drugie…
Nieustannie poszukuję atrakcyjnych dla mnie sportów. Windsurfing? Czemu nie. Tenis? Wracam do niego, jak tylko wyleczę kontuzję łokcia!
Aktywność fizyczna jest nam niezbędna. Mam przykład mojego Taty, który jako prawie już 80 latek ćwiczy codziennie kulturystykę. Wygląda może na 70 lat! Jak to na 70lat!? Zaprotestowało moje Dziecko – najwyżej na 60!
Mam przykład mojego Męża, którego wygląd również przeczy metryce.
Dlatego wiem, że w tej dziedzinie jeszcze sporo przede mną:)

morawywind

zdjęcia: ja i Waldek