
Dalszy ciąg moich modowych przemyśleń po kwarantannowych wygląda tak – zawsze lubiłam garnitury i zawsze lubiłam len.
Urok garnituru polega na tym, że za jednym zamachem mamy trzy stylizacje. Pierwsza to oczywiście komplet, całość założona na raz. Zawsze wygląda dobrze, a wybór prosty prawie jak w przypadku sukienki, kiedy nie trzeba myśleć co-z-czym.
Druga możliwość to spodnie plus dowolna góra. Tu zaczyna się szał wyboru, bo można prosty tshirt, romantyczną bluzkę, klasyczną koszulę, sweter …
Trzecia opcja to marynarka, którą uzupełniam inne spodnie (np jeansy), albo sukienkę, albo spódnicę.
Więc chyba jasne teraz, że garnitur po prostu trzeba mieć?
garnitur MAKALU – marynarka / spodnie
top – Instimissimi / torebka – Atomy Store / szpilki – Uterque
zdjęcia – Waldek Piotrowski










