Ten tytuł. Nawiązuję nim do wiersza Tuwima, który znam jako piosenkę Leszka Długosza”Berlin 1913″. To jedna z piosenek mojego dzieciństwa. Z tych, które mnie kształtowały. Które powtarzałam w nieskończoność przekładając igłę adapteru we właściwe rowki.
Myślałam, że nie znalazłam tej nostalgii we współczesnym Berlinie, barwnym tyglu… Ale jednak. Ta kamienica, ta piosenka…
Mimo, że minęło ponad 100 lat, i pogoda inna całkiem:)
„O, smętne, śnieżne nevermore!
Dni utracone, ukochane!
Widzę cię znów w Cafe du Nord
W mroźny, mglisty poranek.
Strach, słodki strach od stóp do głów,
Dygot błękitnych, czułych nerwów,
I sen był znów, i list był znów:
Mgła legendarnych perfum. …”
„Lecz nie ma mnie i nie ma mnie,
I nigdy w życiu mnie nie będzie.
Zostanę w liście, zostanę w śnie,
W tkliwej, śnieżne) legendzie.
Nic o tym nie wiesz. Czekasz, drżąc.
Dzień sennie sypie się i szepce.
Ach, serce moje i młodość mą
W srebrnej nosisz torebce.”

Wczoraj? A co to było? Tak:
Carmen, kareta, wino, walce…
Mignęło w oczach. Nie – to ptak,
Wyszyty na woalce.
Pusto i ciepło w tym Cafe.
Zima się w oknie szronem perli.
Nie przyjdę. Idź. Nie spotkasz mnie.
…Wielki, wielki jest Berlin.
bluzka – SheIn
spodnie – F&F
buty – ZARA
torebka – TK Maxx
zdjęcia – Waldek, oczywiście!












