
Justynę Ołtarzewską poznałam chyba dwa lata temu. Zaprosiła mnie na premierę książki, którą współtworzyła. „Pod podszewką. Prawdziwy wizerunek pisarza” opowiada, jakich elementów garderoby potrzebują pisarze, aby tworzyć. Czym dla nich jest strój. Najbardziej znane nazwiska współczesnej literatury. Nie wymieniając wszystkich ujawnię jedno: Olga Tokarczuk.
Justyna zaproponowała mi wtedy spełnienie marzenia o sukience.
„Jaką chciałabyś najbardziej?” A ja? Zawsze podobało mi się noszenie trencza na gołe ciało. Ale płaszcz nie układa się tak bezpiecznie i komfortowo. Co innego sukienka, która ten płaszcz udaje.
Tworzenie sukienki trwało prawie dwa lata. Bo Ona w Warszawie, ja w Krakowie, bo codzienne sprawy, bo to w końcu szycie na miarę, kreacji, która powinna zobaczyć światło dzienne wiosną lub wczesną jesienią.
W trakcie przymiarek poznałam niezwykłą osobowość Justyny. Jej delikatność, niezwykłe spojrzenie na drugą kobietę, które zobaczycie w jej strojach. To moda klasyczna, bez daty przydatności do spożycia. To hiperkobiece fasony przypominające mi kino włoskie lat 60. Justyna wie, że kobiety mają biust i talię. I że najpiękniejsze są w sukienkach.
sukienka z atelier Justyny Ołtarzewskiej
torebka – Adam Baron
szpilki – Uterque
zdjęcia – Waldek Piotrowski











