Podobno podróże kształcą , a jeżeli nie – to na pewno inspirują.
Mimo, że od naszych wakacji i krótkiego pobytu w Holandii minął miesiąc – ja cały czas jestem jeszcze pod wrażeniem estetyki tamtych miejsc.
Sporo już zwiedziłam różnych miast, krajów, a jeszcze żadne nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.
Do dziś pamiętam tamte budynki i zaułki, a zwłaszcza detale. Szczegóły wykończenia okien i drzwi wejściowych, urodę wnętrz, do których zaglądaliśmy ukradkiem korzystając z tego, że w Holandii nie ma zwyczaju zasłaniania okien.


Zauważyłam, że wiele elementów, którymi zachwycam się są po prostu pomalowane. U nas malowanie farbą elementów domów nie jest jeszcze powszechne. Drzwi czy okna są drewniane w kolorze drewna albo plastikowe nienadające się nawet do pomalowania. A przecież skoro malujemy już meble, może pokusić się o więcej?
Może drzwi wejściowe do domu, które nigdy urodą nie grzeszyły, a po latach „współpracy” z naszymi psami … eh … szkoda mówić. Może nie na czerwono, może zielony?
Może stół, zawsze schowany pod zmieniającymi się wraz z porami roku obrusami, bo jego obecny kolor nie pasuje do niczego w okolicy …

Może cały pokój albo dwa pokoje … Więcej nie dam rady 🙂
Mam jeszcze jeden szalony pomysł. W moim biurze (całkiem poważnym biurze pani inżynier) mam zupełnie nienowe i kompletnie bez wdzięku meble biurowe. I tak pomyślałam sobie: może je także przemalować? I stworzyć sobie taki „tumblerowy” pokój?
zdjęcia – my i nasze telefony!












