

Firma Pantone co roku ustala,który kolor ma się nam podobać. Wygodnie tak jest, myśleć nie trzeba. Ktoś nam mówi, co jest dla nas lepsze. To z resztą ma miejsce w większości dziedzin życia. Wracając do kolorów. W tym roku ustalili, że to będzie kolor wina Marsala, taki pomiędzy bordowym a brązowym. Ładny w sumie.
Może potem. Może jesienią.
Ja na wiosnę wybrałam pomarańczowy w jego licznych wcieleniach. Przemieszczający się w stronę koralowego, wchodzący w mariaż z brązowym, czasem rudo-camelowy (czyli ryży wielbłąd :))
Pewnie z uwagi na nazwę bloga powinnam bardziej skłaniać się do „winnych” kolorów. Znacie jakieś pomarańczowe wino? Może porzeczkowe z tych czerwonych?
A zgodnie z uwagą z poprzedniego wpisu o docenianiu zawartości własnej szafy – przedstawiam Wam „stare” ciuchy w nowym wydaniu!




Ps. Ograniczona ilość kolorów – nawet gdy są one intensywne – stworzy zestaw minimalistyczny. A buty dopasowane kolorem do spodni zawsze wydłużą nogi.
spodnie, żakiet – Stefanel
top – Mohito
buty, torba – ZARA
zdjęcia – Waldek







