Wydawałoby się, że jadąc do najcieplejszej Hiszpanii – Andaluzji będę skwarzyć się nad morzem. Nic bardziej mylnego! Po pierwsze – wcale nie chcę się zamieniać w smażonego w głębokim oleju ziemniaka. Po drugie – nad morzem wieje bardzo, tak bardzo, że żadne nadbałtyckie płotki nie dałyby rady. To bardzo przyjemne po martwych upałach i stojącym powietrzu, ten wicher, opinający na moim ciele jedwabną sukienkę .
A jak już wymarznę na plaży – idziemy jeść! Dzięki naszej andaluzyjskiej przyjaciółce wiemy gdzie i co będzie najlepsze. Oczywiście w okolicy najbliższej naszemu domowi.
I tak – nasza ulubiona plaża w Caleta de Velez (plaża, na której NIGDY nie na tłumów!) ma taki prosty bar, a w nim owoce morza, ryby i wino.
W tym roku jednak poszliśmy do Algarobbo Costa do restauracji na plaży Chiringuito Paradise. Trzy osoby objadły się w niej rybami, krewetkami i kalmarem a la plancha (najpyszniejszą w mojej konsumenckiej karierze) popijając butelką wina za około 50 €.
sukienka Chloe – Everyday Official
kapelusz – Le Szapo
klapki – Reserved / kolczyki – Mango
zdjęcia – Waldek Piotrowski







Jak zawsze fantastycznie. Jedwab doskonale wkomponował się w plaże Andaluzji. Lekkość lata wszechobecna.
Pozdrawiam i życzę urlopu pełnego wrażeń …
Dziękuję! Było super, choć jak zawsze za krótko!
ale z klapkami ci sie udało! Jakby razem z sukienka były sprzedawane 🙂
No dokładnie tak!
Ta sukienka jest cudowna. Kocham sukienki maxi a ta jest wyjątkowo piękna. 🙂